Drodzy Czytelnicy,
Dzisiaj przychodzę do Was z historią tak interesującą, jak i tajemniczą. Wyobraźcie sobie, że jesteście w następującej sytuacji: żyjecie w komunistycznej Polsce jako syn jednego z bardziej wpływowych ludzi w kraju, niczego wam nie brakuje. Żyć nie umierać - nasuwa się na usta. Pewnego dnia, jednak cała ta sielanka lega w gruzach i nic już nigdy nie będzie takie samo. Zostajecie porwani przez nieznane osoby i pomimo szybkiej reakcji służb zostajecie zamordowani już pierwszego dnia. Po krótkim czasie wasze ciało zostaje odnalezione, ale sprawa do dzisiaj pozostaje niedokończona. Sprawców odpowiedzialnych za waszą śmierć nigdy nie dosięgnęła kara i spokojnie mogli przeżyć reszte życia ciesząc się wolnością. Wręcz można powiedzieć, że wasza dusza nigdy nie zazna już spokoju...
Taki właśnie los spotkał Bohdana Piaseckiego, syna Bolesława Piaseckiego, założyciela i prezesa Stworzyszenia "Pax". Owe stowarzyszenie zrzeszało katolików, którzy współpracowali z władzami komunistycznymi. Członkowie jak i sam prezes jeszcze przed II wojną światową należeli do Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga. Starszy Piasecki otwarcie określał tą orgzanizację jako faszystowską.
| Bohdan Piasecki, źródło: Wikipedia |
Bohdan Piasecki w chwili zaginięcia miał 15 lat. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego Stowarzyszenia PAX pod wezwaniem św. Augustyna na Mokotowie w Warszawie. Był określany jako inteligentny młody mężczyzna oraz o bardzo religinej naturze. Podobno nawet wykazywał chęć dołączenia do seminarium duchownego, to jednak miało się nie podobać jego ojcu . Jak można zauważyć po nazwie liceum, do którego uczęszczał chłopak, należało ono do stowarzyszenia jego ojca, co pokazuje jak silną wyrobił sobie na przestrzeni lat renomę.
Czarne chmury nad rodziną Piaseckich zawisły 22 stycznia 1957 roku. Bohdan tego dnia skończył lekcje około godziny 13:30. Przed budynkiem szkoły do niego oraz jego kolegów praktycznie od razu podszedł nieznajomy mężczyzna. Mężczyzna dowiedziawszy się, który z chłopców jest Piaseckim odciągnął go na bok. Według późniejszej relacji świadków nieznajomy pokazał chłopcu jakiś dokument mówiąc, że to sprawa wagi państwowej. Bohdan posłusznie udał się z mężczyzną w kierunku czarnej taksówki marki Warszawa zaparkowanej w innej alejce. Przy samochodzie znajdował się jeszcze jeden niezidentyfikowany mężczyzna. To zdarzenie koledzy Piaseckiego zgłosili młodszemu bratu Bohdana, lecz zrobili to dopiero godzinę po całym zajściu, ponieważ młody mężczyzna dopiero wtedy kończył swoje zajęcia. Syn o wszystkim powiedział ojcu, który od razu domyślił się, że doszło do porwania. W mgnieniu oka wykonał telefon do ówczesnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych domagając się natychmiastowego wszczęcia śledztwa. Porywacze drogą telefoniczną skontaktowali się z działaczem tym samym potwierdzając, że faktycznie doszło do porwania. Zostawili oni na poczcie list z żądaniem okupu w wysokości 4 tysięcy dolarów oraz 100 tysięcy złotych. Zapewnili, że po uiszczeniu tych wymogów Bohdan wróci do domu cały i zdrowy.
| Bohdan Piasecki; źródło: WP.pl |
Pomimo dosć szybkiej reakcji Milicji, śledztwo szło bardzo mozolnie i wręcz nieudolnie - mundurownym nie udało się nawet zlokazlizować tajemniczej czarnej taksówki, do której wsiadł Bohdan z nieznajomymi pomimo posiadania wszystkich numerów rejstracyjnych. Z tego powodu Bolesław Piasecki powołał w swojej organizacji osobną grupę, która miała prowadzić oddzielne śledztwo i zbierać dowody. W przeciągu zaledwie 10 minut udało im się znaleźć taksówkę i w dodatku osobę, która była właścicielem pojazdu. Tą osobą był Ignacy Ekerling. Żaden z naocznych świadków, jednak nie rozpoznał Ekerlinga jako kierowcę, ba nawet byli pewni, że w ogóle go tam nie było. Mężczyzna w trakcie przesłuchania bardzo gubił się w swoich zeznaniach i nawet nie potrafił opisać jak wyglądali. Zarzekał się, że zawiózł dwóch porywaczy i chłopca pod budynek sądu, do którego cała grupa weszła. Wszystko wskazywało na to, że taksówkarz ewidentnie musiał współpracować z osobami odpowiadającymi za zniknięcie chłopca.
24 stycznia porywacze ponownie zadzwonili do Piaseckiego informując, że kolejnego dnia ma nastąpić przekazanie okupu. On albo ktoś przez niego wyznaczony miał pojawić się o godzinie 13 w restauracji "Kameralna". Na miejscu pojawił się bliski przyjaciel Piaseckiego, ksiądz Mieczysław Suwała. W ramach potwierdzenia, że jest on tam w sprawie porwania w swojej ręce trzymał poroże jelenia. Duchowny był pod eskortą milicjantów ubranych po cywilnemu.
Suwała udał się do alei na Skarpie 66, gdzie w gablotce na listy lokatorów znajdowało się pudełko od zapałek, a tam wskazówka z nowym adresem. Sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie. Ksiądz Mieczysław ostatecznie znalazł damski pantofel, w którym nie było żadnych dalszych instrukcji. Po zakończeniu całej akcji porywacze ponownie skontaktowali się z Bolesławem Piaseckim dając mu do zrozumienia, że śledzili księdza i zdawali sobie sprawę z tego, że miał on milicyjną obstawę. Poinformowali go, że w kościele św. Krzyża czeka na niego list, gdzie znajdowała się informacja o podwyższeniu okupu - teraz wynosił on 200 tysięcy złotych i 4 tysiące dolarów. Ponowne przekazanie okupu miało nastąpić na moście Poniatowskiego, jednak kiedy zwierzchnik Piaseckiego udał się w to miejsce nic nie znalazł. Od tamtej pory kontakt z porywaczami urwał się już na zawsze.
Przełom w sprawie nastąpił dopiero 8 grudnia 1958 roku. Wtedy też był przeprowadzany remont w budynku kamienicy, która znajdowała się na przeciwko sądu, do którego według zeznań Ignacego Ekerlinga mieli wejść porywacze z młodym Piaseckim. Robotnicy w piwnicy znaleźli zmumifikowane zwłoki młodego mężczyzny ze sztyletem wbityw w pierś. Obok ciała znajdowały się książki oraz zeszyty podpisane "Bohdan Piasecki". Ostatecznie, jednak śmierć chłopca została potwierdzona, kiedy ojciec zidentyfikował go jako swojego zaginionego syna.
| Pogrzeb Bohdana Piaseckiego, źródło: Fakt.pl |
Sekcja zwłok pozwalała stwierdzić, że chłopak został zabity już prawdopodobnie w dniu porwania. Sztylet w jego ciele wbity był aż po samą rękojeść, a miał on długość aż 16 cm. Oprócz tego Bohdan doznał także pęknięcia kości skroniowej oraz pęknięcia podstawy czaszki, co sugeruje, że doznał uderzenia jakimś tępym narzędziem. Na miejscu zbrodni nie znaleziono, jednak żadnych odcisków palców. Co, jednak ciekawe w kabinie ubikacji, do której zostało wepchnięte ciało po śmierci, na rurach znajdowały się dziwne znaki, które wyglądały jakby zostały wypalone zapałkami. Rozpoznano w tym pismo żydowskie, Piasecki polecił więc, aby natychmiast odnaleźć kogoś kto będzie w stanie odczytać te słowa. Z tego, co jednak wiadomo nigdy nie udało się ustalić ich znaczenia.
Taka kolej rzeczy poprowadziła Piaseckiego i jego ludzi do tak zwanego tropu żydowskiego. Bolesław sam wierzył w tą teorię, która mówiła, że Bohdan został zabity w ramach zemsty Żydów na jego ojcu za zbrodnie, których dokonywał na tym narodzie, kiedy Falanga dopuszczała się wielu antysemickich napaści i pogromów. Trop ten ponownie naprowadzał na postać Ignacego Ekerlinga jako zamieszanego w całą sprawę, lecz teraz dodawał wątek także innych osób. Łódzkiego przestępcy Roberta oraz dwóch innych mężczyzn będących powiązanymi z Urzędem Bezpieczeństwa. Cała ta trójka na krótko po tym jak kontakt z porywaczami się urwał, wyjechała do Izraela. Sam Ekerling także próbował uciec z kraju, lecz szybka reakcja ze strony Piaseckiego udaremniła te plany. W jego mieszkaniu dokonano przeszukania, w czasie którego został znaleziony notes, a w nim plan szkoły, do której chodził Bohdan, a także adresy wszystkich miejsc, do których wcześniej odsyłany był ksiądz Suwała. Wiosną 1958 roku mężczyzna został aresztowany.
W tym momencie sytuacja zaczyna się, jednak mocno komplikować. Rozprawa Ekerlinga, który został oskarżony o współudział w porwaniu Bohdana Piaseckiego, miała odbyć się pod koniec 1958 roku. Nigdy, jednak nie doszło ani do samego procesu ani do skazania mężczyzny. Pewnie zapytacie, dlaczego? Na kilka dni przed rozpoczęciem rozprawy prokuratura zgłosiła się do sądu o wydanie akt sprawy, aby uzupełnić je o nowe dowody. Zgodę na ten proceder wydał sam I sekretarz KC PZPR, Władysław Gomułka. Dokumenty, jednak nigdy nie zostały zwrócone, a sprawę po krótkim czasie umorzono. Bolesław Piasecki przez lata zabiegał o wznowienie sprawy pisząc listy do kolejnych sekretarzy i prokuratury, jednak nigdy nie uzyskał odpowiedzi.
Oprócz samego tropu żydowskiego wokół tej sprawy wyrosło przez lata wiele innych teorii. Jak się okazało w marcu 1966 roku, wszystkie zostały natychmiastowo i diametralnie obalone. Bowiem wtedy, izraelski dziennik "Ma'riw" na swoich łamach opublikował artykuł, w których przyznano się do tego, że za porwaniem i zabójstwem Bohdana Piaseckiego stoją Żydzi. Motyw - tak jak sądził starszy Piasecki, była to zemsta za jego antysemicką działalność. Chciano pomścić ofiary "polskiego Hitlera", tym przydomkiem nazywano Bolesława. W artykule także pojwiło się stwierdzenie, że Polska nie ma w ogóle prawa ubiegać się o wydanie i ekstradycję oraz skazanie winnych, którymi okazali się być Żydzi zatrudnieni w polskiej Służbie Bezpieczeństwa.
To tyle na dzisiaj. Historia intrygująca, lecz zarazem smutna. Zginął niewinny chłopiec, który w żadnym wypadku nie był odpowiedzialny za zbrodnicze działania ojca. Młody mężczyzna, który miał przed sobą całe życie w trakcie, którego pewnie mógłby osiągnąć dużo. Zemsta nigdy nie jest rozwiązaniem. Podzielcie się w komenatrzu swoją opinią na temat tej sprawy i wyczekujcie na inne posty.



.png)




